Długo szukałam inspiracji na tort urodzinowy dla córeczki. Kusiły mnie piękne kwitnące różem ciasta, ale zdecydowałam się postawić na coś innego, dochodząc do wnosku, że jeszcze przyjdzie czas na "księżniczkowe" torty.
Tort inspirowany był postacią, imienniczki mojej córeczki, Pszczółki Mai. Stwierdziłam,że to idealny pomysł na tak ważny, pierwszy tort urodzinowy. Niestety solenizantka,jako mała alergiczka, nie mogła go spróbować, ale z tego tez powodu odważyłam się upiec mniej zdrowy wariant z barwnikami spożywczymi.
W sieci znalazłam dużo fajnych propozycji tortów. Mój oczywiście nie wyszedł tak pofesjonalnie, jak poniższe, ale dopiero zaczynam swoją przygodę z dekorowaniem ciast, więc jestem zadowolona. Pszczoły z masy cukrowej kupiłam w cukierni, masę cukrową która pokrywała tort zrobiłam sama dodając żółty barwnik spożywczy. Masa okazała się katastrofą, możliwe,że coś mi nie wyszło bo blogerka od której zaczerpnęłam przepis, zarzekała się że to najlepszy,jaki do tej pory wypróbowała. Położyłam za grubą warstwę, ciężka masa spływała rozrywając się i pozostawiając po sobie dziury. Byłam załamana ale wpadłam na pomysł, który uratował tort. Okroiłam masę wokół ciasta,zostawiając ją jedynie na wierzchu, a na zgrubienia położyłam pszczółki, resztę zalepiłam lentylkami. Nierówności po bokach obsypałam tartą czekoladą Gościom tort spodobał się i co najważniesze smakował.
Oto efekt ciężkiej pracy, daleki od ideału ale mój :)
Cukierniane gadźety które mogą się przydać:
-pszczoły z lukru plastycznego
-stokrotki z opłatka
- żółty barwnik spożywczy
- żółte i brązowe lentylki



